Obserwatorium

poniedziałek, 30 marca 2009

12. Przeciwności losu :)))

Jakaś ciemna i gapowata jestem, chciałam dołożyć coś na tego bloga, uatrakcyjnić go, dodać zegarek, licznik i inne cuda i nie wiem jak. Wydawało mi się zawsze, że nie jestem szczególnie tępa, no dobra szczególnie bystra też może nie, ale żeby aż do tego stopnia nie umieć sobie poradzić. Wklejam, wklejam i nic, nie wiem, nie potrafię i wkurzam się coraz bardziej. A już jak wchodzę na inne blogi i patrzę, jak tam różnorodnie i kolorowo, to mnie coś trafia. A tam, cicho być - jak mówił w kabarecie Bohdan Smoleń (wieki temu!!!) A więc mój blog będzie taki, czyli bez dodatków :)
W kwestii krzyżyków przestój mam, coś tam niby dziubię, ale jakoś tak dziwnie nie przybywa, czasami dochodzę do wniosku, że inne krzyżykówki to jakąś lepszą technikę mają. Wchodzę na różne strony, na różne blogi i jak widzę kolejne etapy powstawania dzieł, dużych dzieł, gdzie w ciągu trzech dni przybywa tyyyyle, to mi się coś w środku skręca, a może to przesilenie wiosenne, może ja doła złapałam i się czepiam???? To nic, przejdzie.
A jeszcze na domiar złego kwiatki córce kupiłam, piękne, pachnące i kwitnące. Chciałam jej taką radochę zrobić i zrobiłam, tyle, że moja alergia daje o sobie znać, kicham, prycham i łzawię, ale czego się nie robi dla własnego dziecka. I tym optymistycznym akcentem kończę i lecę do netu, "moje" stronki poprzeglądać,

czwartek, 26 marca 2009

11. Ozdoby

Tak, jak obiecywałam (głównie Agnieszce) wrzucam zdjęcia mojej sali w przedszkolu. Dekoracje sufitowe robiłam ja, dekoracje ścienne i okienne moja zmienniczka Ania i pomoc Kasia

Ale naciekawsze jest to, że dekoracje wiosenne, w sali zielono, a za oknem? Zresztą zobaczcie :)


Piękna zima. Ale ja mam jej już dosyć. Ciepłolubna jestem i wszystko, co białe za oknem źle mnie nastraja. Jest nadzieja, że wiosna jednak nastanie. Moje dzieciaki Marzannę spaliły, wiosnę wołały, a tu nici. Mało tego, moja zmienniczka pisząc plan pracy zaplanowała na ten tydzień tematykę wiosenną. Pytam więc: Anka, coś Ty mi zrobiła? Jak ja mam tym biednym dzieciom w trzyletnich głowinach mieszać??? Takim małym trudno wytłumaczyć, że zima za oknem, śnieg, niska temperatura, to jednak pierwsze dni wiosny. Starsze dzieci potrafia juz to zrozumieć, a te małe patrzą na człowieka jak na półinteligenta, buźki otwierają i kiwają tymi głowinkami :)
A wracając do chwili obecnej, moja córuś dzisiaj zabieg miała - zrywanie paznokcia z palucha. Uffff, dobrze, że już za nami, ciężko było, teraz trzeba na ten palec uważać, do szkoły też nie bardzo może moje dziecko iść. Najgorsze zaległości. Teraz w szkole jest tak, że nie ma zmiłuj, każdą klasówkę i tak trzeba zaliczyć. Ale nic to, jakoś będzie. Dobrze, że jest internet i przyjaciele. Moja Ala ma kolegę, który przez gg notatki z lekcji jej przysyła, grunt to dobrzy ludzie wokół.
Oj, lece spać, bo jutro trzeba raniutko wstawać.
Dobrej nocy wszystkim :)




wtorek, 24 marca 2009

10. Zabiegana :)

Zabiegana to ja :)
Ale dumna jestem, bo udało mi się dzisiaj wysłać paczuszkę na wielkanocną wymianę na "moim" forum :) Karteczka poleci daleko, oj daleko :D Mam tylko nadzieję, że dotrze tak szybko, jak mi to obiecywała Pani na poczcie.
A co poza tym, szaleństwo, jakoś mi tak szybko dni uciekają, że jest poniedziałek i nagle nie wiadomo kiedy robi się wtorek, środa itd. To straszne, bo to życie tak ucieka, aż strach pomyśleć. Dlatego nie myślę.
Obiecywałam kilka dni wczesniej, że wrzucę zdjęcia udekorowanej przedszkolnej sali, jednak skleroza to trudna choroba i trzeba się nachodzić, otóż ciągle zapominam wziąć do pracy apaartu, a z telefonu to takie sobie zdjęcia wychodzą. Jutro wezmę - tak sobie mówię codziennie!!! Ale jutro wezmę.
Żeby jednak wkleić jakieś zdjęcie to pokażę dwie moje najnowsze pracki. Oba zestawy pochodzą z wymiany forumowej. Sprawa jest taka: było sobie losowanie mikołajkowe, wylosował mnie jedyny mężczyzna na forum prezent wysłał, ale poczta, jak to poczta strajk ogłosiła, znaczy się paczuszka do mnie nie dotarła. Wtedy moje forumowe koleżanki wpadły na genialny pomysł i ja jako jedyna dostałam kilka paczuszek mikołajkowych. Nawet sobie nikt nie wyobraża, jaka to radość. A jest ona tym większa, że ostatnią paczkę dostałam wczoraj!!! A jakie było moje zdziwienie. Jutro wrzucę zdjęcia prezentów, teraz obiecane wcześniej najnowsze prace. Najpierw wachlarzyk - zestaw od Uli, po wyszyciu wygląda prześlicznie, każdy, kto ten wachlarzyk u mnie widzi wpada w zachwyt :) Bo jest doprawdy śliczny darmowy hosting obrazków
A później szybciutko zrobiłam szczurka Toma (to myszka, ale według mnie bardziej pasuje do niego szczurek). Tom nie ma jeszcze żadnej oprawy, ale to się zmieni niebawem :) darmowy hosting obrazków
Teraz pracuję nad niebieską damą z pieskami (bis, bo jedną już wyszyłam), ale nie ma się jeszcze czym chwalić.
Kończę i do następnego

wtorek, 17 marca 2009

9. Nowe dziecko :)

Dzisiaj po dwudziestej w mojej rodzinie (u brata ciotecznego) pojawił się nowy człowiek - Kubuś. Takie śliczne brzydactwo, które będzie niemożliwie rozpieszczane, bo mój brat ma już dwie duże córeczki, teraz więc przyszedł na świat dziedzic. Mam nadzieję, że uda mi się niebawem zamieścić fotkę.

Wracając do sprawy, o której nie chcę głośno mówić, czyli sprawy platformy. Byłam dzisiaj u prezesa, rozmawiałam, podanie złożyłam w sekretariacie i mam czekać. Ciekawe tylko, jak długo? Dostałam też przypuszczalny koszt zakupu i instalacji tego cuda - 29900 + podatek vat, niewiele prawda??? Do tego dochodzą oczywiście inne koszty (np wymiana drzwi, przenoszenie kaloryfera) sprawa nie wygląda więc na zbyt tanią. Ale nie narzekam, jeszcze niedawno nawet nie mogłam o takim cudzie techniki pomarzyć. Platforma wygląda mniej więcej tak:

I mam nadzieję, a raczej mam pewność, że będzie to urządzenie, które mojej córce zapewni komfort wychodzenia z domu zawsze wtedy, kiedy jej się to zamarzy.
A teraz idę pod prysznic, bo dzień miałam pełen wrażeń i pora już odpocząć :D

poniedziałek, 16 marca 2009

8. I saga i nie :)

Saga - najpierw wspominki, bo mi się zaraz odechce:
Kiedy wyszyłam moją dziewczynę z dzbanem, która oprawy się nie doczekała zaczęłam szybko rozglądać się za czymś nowym. Już teraz nie miewam przerw w wyszywaniu, bywały one kiedyś, teraz zdrada mi nie grozi.
Wybór padła na wzór firmy Dimensions, domek - piękny domek, w takim mogłabym mieszkać. No i powstał problem, nici, którymi ja wyszywam to DMC, lubię je i mam spory zbiór. A we wzorze były oczywiście Dimensions, znalazłam w necie odpowiedni przelicznik i zaczęłam nowy obraz. I powiem Wam, że to było cudowne i ekscytujące przeżycie. Obrazek jest spory, ale wyszywało mi się go łatwo i przyjemnie. Miłe dla oka kolory, kombinacje alpejskie po drodze czyli: krzyżyki, pólkrzyżyki a do tego różnymi ilościami nitek, no szaleństwo. I to wszystko spowodowało, że ten obraz jest bardzo realny. Półkrzyżyki i jedną nitką i dwiema i nawet sześcioma (o ile mnie starcza pamieć nie zawodzi) sprawiają, że widać doskonale pierwszy i drugi plan. Polecam każdej hafciarce, jako relaks.
Obraz podarowała mojej cioci Jadwisi, zaczynałam go wyszywać z wyraźnym przeznaczeniem. Jednak jego historia jest zupełnie inna niż dziewczyny - sierotki z dzbanem, czy wiadrem, czy innym kanistrem. Ten obraz został bardzo szybko oprawiony i da tej pory zajmuje w domu Jadwisi honorowe miejsce. I to mi się podoba, ktoś doceniła moją racę.

Zobaczcie, jaki jest śliczny (chwalipięta w łeb kopnięta to ja!)



Co było dalej? Dalej były dwa drobiażdżki, kotki, które dwie miłe dziewczynki dostały od Mikołaja pod choinkę. Kociaki to sprawa łatwa, szybciutko się je wyszywało, bo i gabaryty mają niewielkie. Niestety nie posiadam zdjecia jednego z nich (takiego na podusi) , mam tylko tego wiszącego.

Kolejne wyzwanie to dziewczyna z gołębiami. Ten obraz to historia, wyszywałam go na prezent dla kogoś ważnego. Wyszukałam wzór w internecie ( a jakże), zaczęłam wyszywać bez obaw, no i w sumie wyszyłam bez obaw i skończyłam nawet i oddałam do oprawy i podarowałam, a potem zauważyłam, że to była tzw. przeróbka. Teraz pewnie nie odważyłabym się go wyszyć, boję się przeróbek odkąd porwałam się na taką jedną plachtę i wyszło z tego wielkie nic. Zamiast pięknego bordowego tła, bo to miały być kwiaty wyszyłam sraczko-tabaczkowe cudo - porażka totalna. Ale to "nieudane" nie zapadło w mojej pamięci, leży gdzieś zapomniane i tak poważnie to nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie pomiędzy jakim obrazkiem a jakim toto wyszywałam. Wracając do dziewczyny z gołębiami to miałam trochę więcej szczęścia i jakoś ona wygląda. Ale przeróbek nigdy więcej.

No dobra, a teraz co dzisiaj?
Dzisiaj, ale o tym ciiiiii, żeby nie zapeszyć ruszyła o milimetr do przodu sprawa platformy schodowej dla mojej córki. W ubiegły piątek dostała pismo, że to dobrze prognozuje. Jutro jestem umówiona na rozmowę z prezesem spółdzielni mieszkaniowej, mam nadzieję, że uzyskanie pozwolenia na montaż to tylko sprawa formalna. Zobaczymy. Także do następnego :)))

piątek, 13 marca 2009

7. Mimo wszystko wierzę w ludzi :)

Szczere chęci miałam, żeby napisać dzisiaj kolejny etap mojej "sagi". Tak jednak nie będzie, ponieważ przeczytałam coś, co poruszyło najczulsze struny w mojej duszy. Nie poruszyło, a raczej poszarpało. Zanim kliknęłam w bloga odwiedziłam miejsca, które odwiedzam zawsze. Jedną z tych stron jest forum, na które kiedyś wchodziłam częściej, potem o nim zapomniała, a teraz odgrzebałam w internetowych zasobach. Kiedy przeczytałam jeden z tematów krew szybciej zaczęła krążyć w moich żyłach. Otóż jedna z dziewczyn napisała długi post o chorych dzieciach., a raczej o tym, że tak naprawdę to nie powinny one ż. Sens był taki, ze jeśli Pan Bóg coś skiepścił, to nie należy tego poprawiać. Ton wypowiedzi sugerował też, że źle postępują ci rodzice, którzy wiedząc, że mogą przekazać dziecku wadę genetyczną decydują się na potomstwo. Mogłabym zamieścić tutaj treść tego wpisu, ale nie chcę być posądzona o jakieś kopiowanie bez zgody itp.
Osoby, które znają moją sytuację wiedzą, ze mam niepełnosprawną córkę. Ten fakt spowodował, że do sprawy podeszłam bardzo emocjonalnie. Padały tam poza tym słowa o żebraniu, o spełnianiu marzeń itp.
I to, co przeczytałam spowodowało pracę wszystkich chyba szarych komórek, jakie posiadam. Nie wiem, może ja jestem jakaś dziwna, ale nie rozumiem, jak można pisać o odbieraniu życia. Czy wtedy, kiedy urodziłam swoją córkę miałam powiedzieć lekarzom, żeby jej nie ratowali, miałam dobrowolnie skazać ją na śmierć, miałam jej nie akceptować, wstydzić się? Minęły na szczęście czasy kiedy ludzi chorych traktowano, jak odmieńców, kiedy pluto za nimi na ulicy i kamienowano? Czyżby wracały czasy palenia na stosach?
Od zawsze byłam i jestem dumna z mojego dziecka, jest czymś najcudowniejszym, co mnie w życiu spotkało, jest sensem mojego istnienia, jest moim sercem, moim ciałem, krwią i pewnie duszą. Kocham ją ponad wszystko, a tutaj ktoś poddaje w wątpliwość sens jej istnienia. Jestem oburzona!!!
Mam nadzieję, że niewiele osób podziela poglądy tej dziewczyny.
Przypominam sobie ile dobrego zrobili dla mnie obcy ludzie, ile serca okazały mi koleżanki z forum. Koleżanki, których nie znam i pewnie nie poznam, dziewczyny, których znam tylko internetowe nicki.
Moja wiara w drugiego człowieka na sekundę się zachwiała, ale tylko na sekundę, bo dziewczyna, która to napisała to tylko wyjątek potwierdzający regułę. LUDZIE SĄ DOBRZY!!!

Kiedyś w przepastnym internecie znalazłam piękny tekst, który tutaj zamieszczę (jeśli znajdzie się osoba, która jest autorem tych słów to proszę o kontakt, zamieszczę wtedy stosowną informację):

Wyjątkowa Matka

Czy zapytaliście się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki upośledzonych dzieci?
-Tej damy dziecko upośledzone.
A na to ciekawski anioł:
-Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa.
- Właśnie tylko dlatego-mówi uśmiechnięty Bóg.-Czy mógłbym powierzyć upośledzone dziecko kobiecie, która nie wie czym jest radość? Byłoby to okrutne.
-Ale czy będzie miała cierpliwość? -pytał anioł.
-Nie chcę , aby miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęła by w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.
-Panie wydaje mi się , że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.
Bóg uśmiechnął się:
-To nieważne. Mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwą ilość egoizmu
Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom.
-Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?
Bóg przytaknął.-Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą , obdaruję dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta , która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć.Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi. Ale, kiedy jej dziecko powie po raz pierwszy: "mamo", uświadomi sobie cud , którego doświadczyła. Widząc drzewo lub zachód słońca lub niewidome dziecko , będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc.Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak , jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia), i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoją pracę, jakby była wciąż przy mnie.
- A święty patron?- zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu gotowe do pisania pióro.
Bóg uśmiechnął się.
- Wystarczy jej lustro.

środa, 11 marca 2009

6. Guzik z pętelką :)

I byłam dzisiaj w bibliotece i co? I nic, dalszych części niet. Ale już mam pomysł, co z tym zrobić - są inne biblioteki, już wiem, że w mojej osiedlowej jest Saga w całości. No to postanowione, od jutra będę należała też to biblioteki osiedlowej, a co? Dobrze, że mam inne książki, w przeciwnym razie nie mogłabym zasnąć.

Saga....

Wraz z napływem nowych wzorków, ze zwiększającą się liczbą folderów, podfolderów i podpodfolderów musiałam opracować własny system chomikowania, a raczej możliwości odkopywania schematów akurat potrzebnych. Trochę z tym pracy, ale przynajmniej dość łatwo mogę odszukać potrzebny wzorek. Nie o tym jednak chciałam, mam jakąś dziwną zdolność odbiegania od tematu.

Hafty, hafty - no właśnie w ferworze prac, pomysłów, domowych zajęć i tysiąca innych spraw nie jestem w stanie przypomnieć sobie chronologii powstawania moich dziełek. Wprawdzie mogłabym sięgnąć do folderu ze zdjęciami (gdzie jest podfolder xxx Renaty), bo jako że mam lekkiego hopla na punkcie fotografowania kolejnych etapów powstawania moich dzieł dałoby się to jakoś ustalić. Tym razem inspiracją nie były zasoby internetowe, tylko dla odmiany czasopismo hafciarskie HP. Moja bratowa cioteczna wybrała sobie prezent do nowego domu, do powieszenia nad kominkiem (to było już dawno temu). Wyszyłam jej obraz Kędzierskiego "Dziewczyna z dzbanem". Umówiłyśmy się, że ja jej tylko wyszyję, ponieważ dom był jeszcze w sferze marzeń i projektów ramę i passepartou miała dobrać sobie sama - kiedyś tam... I minęło trochę czasu, dom stoi, kominek działa, jak należy, a obraz leży w szufladzie. A mnie skręca coś od środka, bo to przecież moja praca i mój poświęcony temu czas.

Oto smutna dziewczyna:


poniedziałek, 9 marca 2009

5. Saga, którą czytam

Ano zachęcona przez dziewczyny z forum, zaczęłam jakiś czas temu czytać "Sagę", nie wiem dlaczego, ale mój ograniczony umysł zaprogramowany został na 40 tomików sagi i tyle przeczytałam. W głowę zachodziłam dlaczego autorka, która od pierwszej części pisze o misji rodu Ludzi Lodu, jaką jest unicestwienie Tengela Złego, kończy opowieść niczego nie wyjaśniając. Dlaczego pozostawia czytelnika w niepewności? Myślałam, myślałam i wymyśliłam, że to tylko w moim móżdżku ta saga kończy się na 40 tomie, że jest ich jeszcze siedem. No jaka jestem zła na siebie, bo byłam w piątek w bibliotece i mam już inne książki, a że dzisiaj i jutro moja biblioteka nieczynna, to muszę czekać. Bo muszę powiedzieć - wciągnęłam się. Coś jest w tej serii, że chce się przeczytać wszystko :) Z drugiej strony, po tym "ostatnim" tomie dziwną pustkę czuła, że już, że nie będzie więcej, a teraz niespodziewanka - będzie jeszcze :) Super.


"Mojej" sagi ciąg dalszy.

Napisałam już, że w końcu odkryłam zasoby internetu. No właśnie, wtedy poczułam się jak Mary Lennox, która znalazła klucz do tajemniczego ogrodu. Przepych, bogactwo i oczarowanie tym wszystkim zaowocowało tłumem schematów i nowych marzeń. No tak, ale... no właśnie ale... Ciemny człowiek, który dostał sztabkę złota obraca ją w rękach i zastanawia się po co mu to, takie błyszczące, nie myśląc dłużej chowa do kieszeni. Tak miałam. "Dostałam" moc wzorów i zapisywałam, jak leci, bez sprawdzenia jakości, wartości itd. Dużo później okazało się, że większość z nich to chłam, coś, z czego nic nie nadawało się do użytku. Już teraz wiem, czego od internetu oczekuję. Zapisuję wzory, które mi się podobają, które mają to coś, co sprawia, że chcę je mieć.

Pierwszym obrazem wyszytym ze schematu wyszperanego była dziewczynka - komplet do tej, która zbierała muszelki. Kiedyś opowiadałam o swoim znalezisku krzyżykującej troszeczkę koleżance. Rozmowa wyglądała tak:

Ja: Wiesz znalazłam w necie fajny obrazek, pamiętasz dziewczynkę zbierającą muszelki?
Ona: Nooo
Ja: To znalazłam jej poprzedniczkę, wiesz ta dziewczynka to dopiero idzie nad morze i będzie zbierała te muszelki. Ma taką samą sukienkę i włosy.
Ona: No, a trzecia, którą wyszyjesz będzie szła z wiadrem muszelek do punktu skupu.

No wkurzyła mnie na maxa, ale Aśka już taka jest, uwielbiam jej wypaczone poczucie humoru, pod jej wpływem moje też trochę się zboczyło :)

Ale wracając do haftu. Kiedy praca nad nim była dość zaawansowana zauważyłam, że w dolnej części schematu, na złączeniu kartek brakuje trzech linijek, nie było rady, musiałam machnąć na oko. Kto nie wie, nie zauważy, ja wiem i widzę. Wiszą dziewuszki obok siebie, brakuje tylko tej, co wiadro muszelek dźwiga. :)
Koniec na dzisiaj. Margit Sandemo też pewnie odpoczywała i sypiała. Nieeee, cofam te słowa, jak można porównywać własne skrobanie do pisarstwa. Wybaczcie.
Dobrej nocy i kolorowych snów :D




niedziela, 8 marca 2009

4. Czas relaksu inaczej :)

Późno już dzisiaj to tylko pewne wyjaśnienie. Sobotnio-niedzielny czas relaksu upłynął mi bardzo pracowicie, nie na krzyżykach jednak, ale na innych dziełach, dziełach papierowych.
Jako, że pracuję w przedszkolu to już tak mam, że każda zmiana pory roku ściśle związana jest ze zmianą dekoracji na sali. Na sali czyli - dekoracji na tablicach, na oknach i na lampach, oprócz tego na korytarzu i na gazetce dla rodziców. No i właśnie przez te dwa dni robiłam kwiatki na lampy. Musiałam zrobić 63 sztuki, ale nie wystarczyło mi zielonego brystolu na listki, dlatego kilka kwiatków swoje listki otrzyma jutro.Oto moja grządka, a raczej tafla stawu


To jeszcze nie wszystko, bo do tych listków dołączone będą sznureczki z bibuły (które nie tak dawno skręcałam), a całość przyczepiona zostanie do ponacinanej bibuły umocowanej na kloszach lamp. Brzmi skomplikowanie ale tak nie jest. Kiedy już cała dekoracja lamp zawiśnie pod sufitem, wtedy cyknę fotkę i pokażę.
Palce mnie bolą od zwijania kuleczek z bibuły. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Idę odpoczywać, no i czeka ostatnich 30kilka stron Sagi o Luidziach Lodu. Wypożyczyłam sobie już trzy pozycje Mastertona, ale jak tu się przestawić po 40 tomikach sagi??? Ech, życie :D






środa, 4 marca 2009

3. Dwa gołębie c.d.

Ale na szczęście dzisiaj już nie o dwóch gołąbkach, bo mam przesyt.
Wracając do historii (o matko, jak to brzmi!) mojego wyszywania - po gołabkach i nasyceniu nimi nastąpiła krótka przerwa, haftnęłam wtedy dla mojej Alci takie dzieło,
które również nie doczekało się ramki, szkoda :( W czasie krzyżykowego przestoju udało mi się rozsiać zarazę i wciągnęłam moją młodą sąsiadkę Magdę w wyszywanki. Wspólna pasja zaowocowała zakupem pierwszych gotowych zestawów, a ponieważ było to wieki temu, to nawet nie pamiętam jak firma zajmowała się dystrybucją, wiem tylko, że zamawiałyśmy zestawy przez PP. I tutaj miałam trochę szczęścia, dlaczego? Już piszę. Magda zamówiła sobie dziewczynkę zbierającą kwiatki i dziewczynkę zbierającą muszelki, ja natomiast taką samą dziewczynkę muszelkową i Winiarnię. Kiedy dostałyśmy paczkę okazało się, że w mojej dziewczynce z muszelkami są dwa kawałki kanwy.
Wtedy przeszedł mi krzyżykowstręt i zaczęłam dziergać dziewuszkę, wydziergałam ją dość szybko i była taka śliczna, że zachwyciła moją ciotkę z Płocka. Nie powiem, że z wielką ochotą, ale jednak pocieszona dodatkowym kawałkiem kanwy z zestawu podarowałam obraz cioci. Jako, że nasze drogi wkrótce potem rozeszły się, to nawet nie wiem, jak ten obraz wygląda teraz.

Dosyć szybko zaczęłam kolejną dziewczynkę na "promocyjnej" kanwie i tutaj niestety nie było tak łatwo, długie przerwy spowodowały, że wyszywałam to dzieło blisko dwa lata, a potem jeszcze czas leżakowania w szufladzie i dopiero w 2006 oddałam dziewuszkę do ramiarza. Obecnie prezentuje się tak:Kolejny obraz to kolejny zestaw, wspomniana już wcześniej winiarnia, praca nad tym haftem była dla mnie szkołą i to wysokiej rangi. Pierwszy raz spotkałam się z backsitchami, łąńcuszkiem i takim ściegiem, którym robiłam płatki kwiatów. Na szczęście do zestawu dołączona była ulotka z rysunkami, więc metodą prób i błędów obraz skończyłam. I oczywiście, jak tradycja moja każe przed oddaniem do ramiarza - leżakowanie w szufladzie. Teraz obrazek wisi w moim pokoju i zbiera pochwały od gości.
Co było potem??? Potem odkryłam hasło dostępu do jaskini pełnej złota i innych kosztowności. Przebyłam taką drogę: zakup komputera - instalacja internetu - oglądanie galerii internetowych z haftami - forum krzyżykowe na gazecie - świat krzyżyków stanął przede mną otworem.
Spotkałam tutaj ludzi, którzy podzielają moją pasję, obce osoby pragnące pomagać tak po ludzku, bezinteresownie, odnalazłam miejsca, bez których nie wyobrażam sobie dnia, odnalazłam moją krzyżykową oazę.
ciąg dalszy nastąpi

A co dzisiaj? Dzisiaj byłam w pasmanterii, chciałam kupić igły, którymi ostatnio wyszywam. Kupiłam je jakiś czas temu przez przypadek i okazały się fantastyczne. Wyprodukowała je firma "Prym", są zgrabniutkie, malutkie i eleganckie, mają złote uszko i według mnie wyszywa się nimi idealnie. Próbowałam już różnych igieł i te są naj... No, i okazało się, że ich nie ma i przez czas jakiś nie będzie, bo firma ma jakieś problemy. Żałuję bardzo, chciałam zrobić sobie zapas i nic z tego, ale za to nabyła po raz pierwszy Aidę (chyba 16-tkę) w kolorze ecru, w przystępnej cenie, ciekawe tylko, jak będzie się na niej wyszywało. Ale o tym to się na razie nie przekonam, bo zarówno krosno, ja i tamborek mam zajęte. Zasady mojej nie zmienię, nie zacznę nowego, zanim nie skończę starego. A co wyszywam, to pokaże jak już w opowieści swojej dotrę do współczesności. O matulu, ta moja historia to prawie, jak saga Ludzi Lodu :)

poniedziałek, 2 marca 2009

2. Moja przygoda z igłą

Jako że blog ma być po części robótkowy, to pora wyjaśnić co, jak i dlaczego.


Moja przygoda z igłą rozpoczęła się od haftu richelieu. Podejrzałam kiedyś (bardzo kiedyś) prace koleżanki mojej mamy. Zafascynowana jej wyrobami zapragnęłam spróbować. I to właśnie Pani Irena jako pierwsza odkryła przede mną tajniki "rękodzieła" Ona pokazała, jak wkłuwać igłę, jak robić "drabinki" czy jak to się nazywa, "pajączki" itp. Nie pamiętam już co wyszyłam jako pierwsze, wiem natomiast, że były to niedokończone nigdy kołnierzyki, był też komplet serwetek, który mam do dzisiaj i który w stosownym czasie ujrzy światło dzienne, czyli zawita w internecie. Ostatnim dziełem richelieu był olbrzymi obrus - prezent dla mojej teściowej (!!!). Nie wiem, czy obrus ten jeszcze istniej, bo jako, że ja popadłam w niełaskę, to on najpewniej też :(

Dodam, że w tym czasie miłości do richelieu namiętnie przerysowywałam wzory (ksero nie było!) na taki przezroczysty papier i nawet mam je do dzisiaj :)


A potem była długa przerwa. Kiedy urodziła się moja jedyna córeczka (bobasek ma teraz ponad 16 lat) o żadnych wyszywankach mowy być nie mogło. Choroba mojego taty (a raczej ostatnie jej trudne lata), choroba mojej córki i kłopoty małżeńskie, studia zaoczne i praca zawodowa, skutecznie wyleczyły mnie z wyszywania i chyba równie skutecznie z radości, jaką daje codzienność :(


A kiedy moja córuś miała lat 5, trafiłam z nią do szpitala w Poznaniu. Tam pielęgniarki namiętnie krzyżykowały, bardzo mi to zaimponowało, tak bardzo, że w kiosku w pobliżu szpitala kupiłam jakąś gazetę z kawałkiem czerwonej kanwy (takim 10x10 cm), dostałam kawałek niebieskiej muliny i zaprojektowałam i wyszyłam literkę "A". Duma i samozachwyt - te uczucia wtedy dominowały. Po powrocie do domu i zakupie pierwszego "mojego" numeru "Anny" wybrałam obrazek i wyszyłam "Spacer w deszczu" - mój pierwszy obraz, który do dnia dziejszego nie doczekał się oprawy. Prezentuje się tak:





Myślę, że jak na pierwsze dzieło nie jest źle.


Nabierałam rozpędu, wyszyłam jeszcze skrzypce
a później obraze przedstawiający dwa gołębie (jak w piosence Frytki :)). Zdjęcia niestety nie mam, ale dwa gołębie zrobiły rodzinna karierę. Pierwsze wyszyłam dla siebie, ale oddałam mojej siostrze, drugie wyszyłam dla siebie ale oddałam swojej cioci, trzecie wyszyłam dla siebie ale oddałam Pani doktor, czwarte zaczęłam wyszywać dla siebie i chyba mi zbrzydły, bo leżą do dzisiaj w koszyku jako neverending story i patrzeć na nie nie mogę. I już nawet pisać nie mogę, jak przeczytałam to, co wyklikałam :)
Do jutra

niedziela, 1 marca 2009

1. po mrucku

Jest to język wymyślony przez jedno z moich "państwowych" dzieci. Ta nazwa bardzo mi się spodobała i jakoś utkwiła w pamięci. A potem stwierdziłam, że są takie dni, kiedy wydaje mi się, że wszyscy wokół mnie mówią po mrucku, albo że to ja porozumiewam się z otoczeniem tym językiem - istna wieża Babel, nikt nie rozumie nikogo.
Mało tego, czasami łapię się na tym, że zaczynam myśleć po mrucku i sama siebie nie jestem w stanie zrozumieć.
Dlaczego blog i dlaczego akurat dzisiaj?
Dlatego dzisiaj, że od dawna "chodzi" za mną taka chęć. A jeszcze poczytałam i pooglądałam różne blogi i chęć stała się silniejsza.Po drugie jestem "wyszywaczką" krzyżykuję w każdej wolnej chwili, no dobra, w prawie każdej wolnej chwili i uwielbiam robić zdjęcia moim pracom i porównywać ile przybyło. No to teraz będę miała ku temu stosowne miejsce. Po następne czasami jest tak, że chce się pogadać, a akurat nie ma z kim.
Mam tylko nadzieję, że mądre dziewczyny z ulubionego forum podpowiedzą, jak i co uczynić, aby to miejsce stało się ładne, bo na razie jest "takiesobie".
Chciałabym i marzę o tym, żeby starczyło mi zapału i chęci, żeby włączyła mi się ikonka systematyczności. Dodam tylko, że jak na razie jest to próba. Adres bloga znam tylko ja. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to najpierw dowiedzą się o nim moje forumowe koleżanki.
Obym tylko nie zaczęła pisać po mrucku