Obserwatorium

niedziela, 25 września 2016

278. Biały ma kolegę

A raczej - część białego ma część kolegi :)
Dwie kartki wydruku przybyły od ostatniego wpisu. Zauważyłam, że średnio udaje mi się wyszywać ponad 400 krzyżyków dziennie. Nie powala ten wynik, ale i nie dołuje, w sumie więc jestem zadowolona. Co nie zmienia faktu, że ostatni krzyżyk postawię około roku 2026 :)
Bardzo, bardzo Wam dziękuję za utwierdzenie w sensowności prowadzenia tego bloga. Jeśli potraktować go, jako dziennik wyszywania to tak, ma to sens :) Prawda jest taka, że lubię czasami zerknąć wstecz i poprzypominać sobie co i kiedy wyszywałam. Powiem Wam, że niektóre, zwłaszcza te mniejsze formy typu zakładki, karteczki, a jeszcze te podarowane komuś, zerkając wstecz, odkrywam ponownie. Nie pamiętając czasami, że takie coś wyszyłam, to nawet miłe uczucie :)
 A teraz do rzeczy biały i niebieski prezentują się tak:
bez lampy błyskowej
 z lampą
I zbliżenie
Nie znudziły mnie jeszcze te dzikusy, wyszywa mi się bardzo przyjemnie, zwłaszcza te fragmenty, kiedy są pawie, te cienie, przejścia itp - no super. A biorąc pod uwagę całość wzoru, to wyszyłam dopiero 12 kartek wydruku, jakby pierwszy rząd, co daje niespełna 10%. U mnie to są dwa rzędy po 6 kartek, bo na moim krośnie taki kawał materiału się nie mieści. Później kiedyś będę kombinowała co z tym dalej zrobić, jak umocować wyszytą cześć materiału, ale to daleka droga :)
Dziękując Wam bardzo zapraszam do zaglądania, to naprawdę bardzo miłe i budujące.

sobota, 3 września 2016

277. Jednym okiem na mnie łypie...

Paw, ten biały, zerka na mnie podczas wyszywania.
Od ostatniego wpisu przybyły wyszyte dwie kartki wydruku mojego wzoru, minął nasz wakacyjny krótki ale fajny wyjazd, minął mój urlop i upłynęło dużo czasu.
Jak widać ciągle wyszywam mojego kolosa, wyszyłam 10 kartek, zostały 122 :) W planach mam rozpoczęcie pamiątki ślubnej, którą zamówiła moja koleżanka. A poza tym zaczęła się praca, co spowoduje jeszcze wolniejsze tempo wyszywania. Ubolewam, mimo, że lubię swoją pracę.
Teraz zdjęcia, jedno z lampą, jedno bez, a realny wygląd haftu jest gdzieś pomiędzy :)


To tyle w temacie haftu.
Dziękuję za przemiłe komentarze, wiem, że nudno tutaj u mnie, no ale cóż, duże hafty powstają dość długo, nie umiem przyspieszyć i dlatego chyba zamknę bloga. Jeszcze pomyślę :)

poniedziałek, 25 lipca 2016

276. W telegraficznym skrócie ...

Urlop sprzyja wyszywaniu i dlatego bardzo szybko skończyłam kolejną stronę wydruku. Według numeracji jest to strona 14, wyszyta przeze mnie jako 8. 8 ze 132, czyli...jeszcze trochę (około 6 % skończone). A ponieważ we wtorek i środę muszę iść do pracy na calutki dzień, to i z wyszywaniem będzie trudniej. Mam taki ambitny plan, żeby do wyjazdu wakacyjnego skończyć kolejną stronę - może się powiedzie :)
Zdjęcie całości i zbliżenie na ostatnio wyszyty kawałek. Coś widać, jakieś konary. A schemat pokazuje, że na następnej powinny się pojawić nowe ciekawe elementy.

 A tutaj gadżet (własnoręcznie wykonany ze styropianu), który bardzo ułatwia mi wyszywanie. Organizer do igieł, bez którego nie wyobrażam sobie większej pracy. Zniszczony już i starutki, ale mój własny. Tutaj o nim pisałam :)
Dziękuję Wam za miłe komentarze. Wyszywam nadal swoim sposobem i pewnie przy nim pozostanę, dobrze mi z tym.
Zapraszam do zaglądania i komentowania, to na prawdę daje kopa do dalszej pracy, nawet jesli na krośnie takie szaro-bure, jak moje
Pozdrawiam  :)

wtorek, 19 lipca 2016

275. Co myślę o parkowaniu

Czuję się wywołana do tablicy Waszymi komentarzami, w których namawiacie mnie na parkowanie. O tym parkowaniu to myślę już od dłuższego czasu, oglądam, podglądam i rozkminiam.
I wydedukowałam, że według mnie są plusy i minusy.
Plusy (według mnie)

  • równiutkie krzyżyki
  • być może (nie sprawdziłam, to nie napiszę na pewno) szybsze tempo wyszywania
  • ładnie zahaftowana kanwa (tak równo, bez dziur, linijka po linijce)
  • ...być może są jeszcze jakieś
Minusy (moim subiektywnym zdaniem):
  • brak doświadczenia, czyli musiałabym przeorganizować swoją metodę wyszywania
  • nitki poprzeciągane pod spodem (i pewnie więcej się ich zużywa)
  • wiszące nitki z przodu (jakoś mi nawet w wyobraźni przeszkadzają)
  • konieczność częstego nawlekania igły
  • raczej stałe miejsce wyszywania 
Wyszywam już wiele lat, przez ten czas wypracowałam sobie swoją metodę wyszywania. Staram się nie zostawiać dziur (pojedynczych krzyżyków), zaczynam wyszywanie od lewej góry i tak zapełniam kanwę. Kiedy zakończę nitkę, to jako następną wybieram tę, gdzie mam pierwszą dziurę patrząc od lewej góry, nawet jeśli to jest jeden krzyżyk danym kolorem, to nie omijam tylko wyszywam. W ten sposób unikam późniejszego uzupełniania pojedynczych dziur. Nie wyobrażam sobie wyszywania bez organizera do igieł, gdzie mam nawleczone igły wbite w krateczkę z danym symbolem, w ten sposób unikam ciągłego nawlekania igły (a nie lubię tego robić). Wyszywam, gdzie mi się chce i jak mi się chce, ciągam krosno po całym mieszkaniu, chociaż mam ulubiony kącik. Wykreślam wyszyty obszar na wydruku kolorowym zakreślaczem, łatwiej jest wtedy ogarnąć schemat.
No i tak sobie myślę, że zmiana sposobu wyszywania wiązałaby się u mnie z dużą reorganizacją pracy, a ja jednak nie lubię zmian, więc mimo Waszych zachęt, chyba pozostanę przy swoim sposobie wyszywania, nie mówię, czy on jest lepszy czy groszy tak w ogóle. On jest lepszy dla nie, co nie przeszkadza mi podziwiać prac powstających z wykorzystaniem parkowania.
Kończąc ten przydługi post, gratuluję cierpliwości, tym z Was, które dotrwały do końca i chcę się czymś pochwalić. Otóż pobiłam swój prywatny rekord wyszywania, stronę liczącą 5005 krzyżyków wyszywałam od 4 do 13 lipca (bez jednego dnia, bo byłam na rybach) i gdybym wyszywała w takim tempie (co nie jest możliwe, bo jestem na urlopie), to obraz skończyłabym wcześniej niż w 2026  roku.
Dziękuję za Wasze miłe słowa i pomęczę jeszcze ostatnim zdjęciem (z 13 lipca)
Pozdrawiam :)

piątek, 8 lipca 2016

274. Tym razem pawie

Wzór z pawiami rozrysowany jest na 132 strony, w całości wyszyłam 6, co daje w przybliżeniu 4,5%. Nie powala ta liczba, zwłaszcza, że jeśli będę wyszywała w tym tempie nadal, to końcóweczka obrazka przypadnie na rok 2026 - perspektywa wspaniała. No nic, brnę dalej, Zachciało mi się kolosa, to będę miała kolosa :)
I powiem tak, mimo, że jest dość skomplikowany, mimo, że zaskakuje częstą kombinacją pojedynczych krzyżyków, mimo, że długo będę siedzieć w tych krzaczkach, to chce mi się go wyszywać. Na pewno muszę wprowadzić nowe, mniejsze obrazki, żeby mieć odskocznię od tych kolorów i dlatego niebawem zacznę weekendową pamiątkę ślubną (koleżanka zamówiła). 
I jeszcze gwoli wyjaśnienia, płótno nie mieści mi się na krośnie, dlatego muszę kombinować, wyszyłam 6 stron  w górnym rzędzie z 12, bo na tyle pozwala krosno, teraz szyję pierwszą stronę drugiego rzędu (według oryginalnej numeracji 13tą). Podejrzewam, że rozpiętość mojego krosna pozwoli mi wyszyć trzy rzędy w dół i będę musiała przekładać materiał. Tego się boję, bo nie wiem, co zrobię z materiałem już zakrzyżykowanym, jak to popodpinam, żeby nie zepsuć i żeby się dało szyć. Ale to odległy temat :)
No dobrze, to koniec gadania, teraz zdjęcia. Najpierw całość - 6 stron + 1/3 kolejnej :)

A tutaj delikatne zbliżenie na końcówki pawich piór, wiem, że na zdjęciu nie wygląda to, jak pawie pióro, ale to jest pawie pióro, no przynajmniej kawałek pióra :)


Już doczekać się nie mogę jakichś nowych elementów, kolorów w piórach, łebków ptasich itp. Dobrze, że chociaż te konary i kępy liści widać, bo początek tego obrazu nie był taki optymistyczny, była to jakaś zbitka niebieskości, zieloności i ciemnych szarości.

Dziękuję Wam bardzo mocno za przemiłe komentarze, za Waszą obecność i mam nadzieję, że nie zanudzam zbyt mocno. 
Zapraszam :)

piątek, 3 czerwca 2016

273. Ciąg dalszy...

Pawie się szyją, cztery strony skończyłam, piątą ledwo zaczęłam, zdjęcia wrzucę w kolejnym poście.
Teraz chciałam się pochwalić tulipanami, które w poniedziałek udało mi się skończyć. I powiem tak, wyszywało mi się je fantastycznie, szybko i bezproblemowo. A na dodatek, jest to wzór (chyba wszystkie zielnikowe są takie właśnie), że tutaj pytanie wyszywać kontury czy nie, jest zupełnie bez sensu. W tym wzorze kontury są potrzebne jak człowiekowi powietrze. Na dowód zdjęcia:




Chyba widać, mimo słabych zdjęć. Ja lubię wyszywać kontury, a wiem, że są dziewczyny, które nie przepadają za tym ściegiem.
No i zdjęcie całości, nie prany i nie prasowany, bo chciałabym doszyć jeszcze dwa bądź trzy,  stworzyć mała serię i oprawić tak samo. 


Jaki będzie następny kwiat - nie wiem. Teraz weekendowym obrazkiem będzie kolejna paryżanka :) Pozostaję więc wierna Veronique Enginger :)

Dziękuję za Waszą obecność i za mile słowa, cieszę się, że ktoś tutaj zagląda i ma ochotę napisac kilka słów :)

niedziela, 15 maja 2016

272. Wieje nudą ...

Wieje nudą, bo u mnie bez zmian. Od poniedziałku do piątku - pawie, w sobotę i niedzielę - tulipany.
Stan haftów zmienił się na tyle, że w tulipanach zostały mi brązy i kontury, czyli wszystkie kolory mam wyszyte. Wygląda to mniej więcej tak:
Powiem, że bardzo przyjemnie wyszywa się te wzory. Napisałam "te wzory", ale tak naprawdę to jest mój pierwszy zielnik, raczej nie ostatni, ale nie od razu :)

Natomiast pawie??? Tutaj postęp niewielki, wyszyłam już 3 i pół strony, nadal monotonnie, szaro i buro, ale jakieś kształty pierwsze się pojawiają. Nie powiem, żeby to był najprzyjemniejszy z wyszytych przeze mnie haftów, ale mimo wszystko ciągnie mnie do niego :)

Mam nadzieję, że będzie przyjemniej kiedy dojdą jakieś inne kolory :)
I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie ta dziura w palcu, w którą z uporem maniaka wbijam sobie igłę przy każdym prawie krzyżyku!!! Mam jedną taka igłę, która czub igły ma bardziej tępy niż jej zakończenie, no i tak sobie przekłułam skórę, że teraz cierpię, a z naparstkiem wyszywać nie potrafię :)
Tradycyjnie już dziękuję za przemiłe komentarze, budują one moje dobre samopoczucie, dlatego proszę o jeszcze, mimo, że nudno się tutaj u mnie zrobiło :)