Wczoraj skończyłam, cieszę się, bo mnie tło wykończyło. Już się nie mogę doczekać kiedy do Jezusa wrócę, ale najpierw zobowiązanie SALowo księżniczkowe. Już zaczęłam wyszywać, ale jest kapka i nie ma co pokazywać.
No to teraz zdjęcia:
1. Papież przed praniem
2. Papież od lewej strony
3. Papież wyprany i wyprasowany
A teraz obiecany przepis na ciasto Wenus. Dodam tylko, że robiłam je już 3 razy, nosiłam do pracy na imieninowy poczęstunek i wszystkim bardzo smakowało, więc polecam szczerze
WENUS
Pieczemy biszkopt z 5 jaj
Krem:
0,5 l śmietany 30%
1 śnieżka
25 dag twarogu trzykrotnie mielonego
2 galaretki cytrynowe rozpuszczone w 0,5 l wrzątku
Twaróg zmiksować, wlać zimne (ale nie stężone galaretki)
Śmietanę ubić ze śnieżką i do tego wlać twaróg i zmiksować (można rozkręcić łyżką). Biszkopt przekroić i wyłożyć krem. Przykryć drugą połówką biszkopta i wierzch posmarować dżemem porzeczkowym.
Usmażyć posypkę:
1/2 kostki margaryny
3 łyżki cukru
1 paczka (można więcej) wiórków kokosowych.
Podsmażyć na patelni na złoty kolor i posypać ciasto.
Jest przepyszne i życzę smacznego. Dziewczyny, jakby któraś upiekła to pochwalcie się i powiedzcie czy smakowało. Jestem ciekawa Waszych opinii :)))
Powiem Wam jeszcze, że ja trochę zmieniłam przepis, bo robię biszkopt z 6 jaj. Mam taki przepis na biszkopt, który zawsze wyrasta i nigdy nie opada. Jest wielokrotnie sprawdzony, dlatego nie ryzykuję i korzystam z mojego przepisu :)
To by było na tyle, zmykam do papierków, których ostatnio namnożyło mi się w pracy bardzo dużo i pora je obłaskawić jakoś :)
Niezmiennie dziękuję za tak miłe komentarze
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 listopada 2011
niedziela, 30 października 2011
197. Papież *2 i nowe ciasto :)
Tak sobie siedzę cichutko i dzióbię. Papież to bułka z masłem, ale mam straszną zagwozdkę w drugim tajnym obrazku. No źle dobrałam kolory, cholerka już mam sporo wyszytego obrazka i zaczyna to nieźle straszyć. Pewnie jeszcze trochę wyszyje i zobaczę co będzie, a miało być tak pięknie. Miało być, a okaże się, że będę się tłumaczyła przed kimś miłym i fajnym :(
No nic to, zobaczymy jak będzie. Teraz Papież, zostały mi tylko trzy kolory, ale takie, których jest najwięcej, więc jeszcze chwile to potrwa :)
A teraz o nowym cieście, które według przepisu nazywa się sezamek. Smaczne jest, bardzo. Ale robiłam je pierwszy raz i nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie spieprzyła. Na usprawiedliwienie powiem tylko, że bolała mnie wczoraj głowa, może dlatego taki numer wywinęłam. W przepisie stoi jak wół "5 żółtek", trzeba je dodać do ciasta bazowego. Ja dodałam i owszem, ale 5 całych jaj. Ile mąki musiałam wgnieść do tego mazidła, żeby jakoś skleić to tylko ja wiem. Dlatego w oryginalnej wersji ciasta bazowego powinno być mniej (cieńsza warstwa). U mnie z wiadomych względów jest na grubo. Nic to, moja ciocia ma na takie sytuacje fajne powiedzenie, "oby przez pierwszą dziurkę (znaczy się otwór gębowy), bo przez drugą samo przejdzie :))))
Jakby ktoś chciał przepis to trzeba tylko krzyknąć :)
No i zapomniałabym, żeby przypomnieć Wam o tym, że ktoś ze wspólnych znajomych mojej Ali i moich wygrał u niej na blogu candy. Trzeba tylko pójść tam i skrobnąć słówko :)))
I jeszcze jedno, jak zwykle serdecznie, bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze, one są bardzo miłe i tak przyjemnie je czytać, zwłaszcza, że ostatnio jakoś rzadko pojawia się tutaj coś nowego. To tyle, więc do potem :)))
No i zapomniałabym, żeby przypomnieć Wam o tym, że ktoś ze wspólnych znajomych mojej Ali i moich wygrał u niej na blogu candy. Trzeba tylko pójść tam i skrobnąć słówko :)))
I jeszcze jedno, jak zwykle serdecznie, bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze, one są bardzo miłe i tak przyjemnie je czytać, zwłaszcza, że ostatnio jakoś rzadko pojawia się tutaj coś nowego. To tyle, więc do potem :)))
sobota, 15 października 2011
196. Papież się szyje *1
Z gorącą kawką przed kompem siadłam i ... nie ma mojego naujkochańszego forum, nie ma , błąd jakiś wyskakuje i nic się zrobić nie da. Cierpliwa jestem, zaczekam, ale obawa jest, oby tylko wróciło.
I tak czekając na forum pokażę co od ostatniego wpisu wydzióbałam. Pisałam, że Papieża JPII będę wyszywała. Twarz już jest, teraz czas na włosy, a potem tylko szata i tło, niewiele, prawda???
Uprzedzam, że wyszywam w rękach, bez tamborka, jakoś tak zaczęłam i tak wyszywam, więc kanwa wymięta bardzo, na to nie patrzcie, dobrze :)
I pochwalę się nową rzeczą. Otóż od kiedy zobaczyłam na niektórych blogach wydrutowane mitenki miłością zapałałam. Miałam nawet poprosić którąś z drutujących koleżanek o sprzedaż albo małą wymiankę, ale na szczęście moja rodzona mamuśka ulitowała się nade mną. I oto mam, wyśnione, wymarzone mitenki. Tylko zdjęcia dobrego nie potrafię zrobić, bo ze mnie fotograf jak z koziej ... trąbka :)
No to tyle, teraz kawka i do dzióbania :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)