Obserwatorium

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2011

199. Papież skończony :)

Wczoraj skończyłam, cieszę się, bo mnie tło wykończyło. Już się nie mogę doczekać kiedy do Jezusa wrócę, ale najpierw zobowiązanie SALowo księżniczkowe. Już zaczęłam wyszywać, ale jest kapka i nie ma co pokazywać.
No to teraz zdjęcia:
1. Papież przed praniem
2. Papież od lewej strony
3. Papież wyprany i wyprasowany
A teraz obiecany przepis na ciasto Wenus. Dodam tylko, że robiłam je już 3 razy, nosiłam do pracy na imieninowy poczęstunek i wszystkim bardzo smakowało, więc polecam szczerze

WENUS
Pieczemy biszkopt z 5 jaj
Krem:
0,5 l śmietany 30%
1 śnieżka
25 dag twarogu trzykrotnie mielonego
2 galaretki cytrynowe rozpuszczone w 0,5 l wrzątku

Twaróg zmiksować, wlać zimne (ale nie stężone galaretki)
Śmietanę ubić ze śnieżką i do tego wlać twaróg i zmiksować (można rozkręcić łyżką). Biszkopt przekroić i wyłożyć krem. Przykryć drugą połówką biszkopta i wierzch posmarować dżemem porzeczkowym.

Usmażyć posypkę:
1/2 kostki margaryny
3 łyżki cukru
1 paczka (można więcej) wiórków kokosowych.
Podsmażyć na patelni na złoty kolor i posypać ciasto.
Jest przepyszne i życzę smacznego. Dziewczyny, jakby któraś upiekła to pochwalcie się  i powiedzcie czy smakowało. Jestem ciekawa Waszych opinii :)))

Powiem Wam jeszcze, że ja trochę zmieniłam przepis, bo robię biszkopt z 6 jaj. Mam taki przepis na biszkopt, który zawsze wyrasta i nigdy nie opada. Jest wielokrotnie sprawdzony, dlatego nie ryzykuję i korzystam z mojego przepisu :)
To by było na tyle, zmykam do papierków, których ostatnio namnożyło mi się w pracy bardzo dużo i pora je obłaskawić jakoś :)

Niezmiennie dziękuję za tak miłe komentarze


niedziela, 30 października 2011

197. Papież *2 i nowe ciasto :)

Tak sobie siedzę cichutko i dzióbię. Papież to bułka z masłem, ale mam straszną zagwozdkę w drugim tajnym obrazku. No źle dobrałam kolory, cholerka już mam sporo wyszytego obrazka i zaczyna to nieźle straszyć. Pewnie jeszcze trochę wyszyje i zobaczę co będzie, a miało być tak pięknie. Miało być, a okaże się, że będę się tłumaczyła przed kimś miłym i fajnym :(
No nic to, zobaczymy jak będzie. Teraz Papież, zostały mi tylko trzy kolory, ale takie, których jest najwięcej, więc jeszcze chwile to potrwa :)
A teraz o nowym cieście, które według przepisu nazywa się sezamek. Smaczne jest, bardzo. Ale robiłam je pierwszy raz i nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie spieprzyła. Na usprawiedliwienie powiem tylko, że bolała mnie wczoraj głowa, może dlatego taki numer wywinęłam. W przepisie stoi jak wół "5 żółtek", trzeba je dodać do ciasta bazowego. Ja dodałam i owszem, ale 5 całych jaj. Ile mąki musiałam wgnieść do tego mazidła, żeby jakoś skleić to tylko ja wiem. Dlatego w oryginalnej wersji ciasta bazowego powinno być mniej (cieńsza warstwa). U mnie z wiadomych względów jest na grubo. Nic to, moja ciocia ma na takie sytuacje fajne powiedzenie, "oby przez pierwszą dziurkę (znaczy się otwór gębowy), bo przez drugą samo przejdzie :))))
Jakby ktoś chciał przepis to trzeba tylko krzyknąć :)
No i zapomniałabym, żeby przypomnieć Wam o tym, że ktoś ze wspólnych znajomych mojej Ali i moich wygrał u niej na blogu candy. Trzeba tylko pójść tam i skrobnąć słówko :)))
I jeszcze jedno, jak zwykle serdecznie, bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze, one są bardzo miłe i tak przyjemnie je czytać, zwłaszcza, że ostatnio jakoś rzadko pojawia się tutaj coś nowego. To tyle, więc do potem :)))

sobota, 15 października 2011

196. Papież się szyje *1

Z gorącą kawką przed kompem siadłam i ... nie ma mojego naujkochańszego forum, nie ma , błąd jakiś wyskakuje i nic się zrobić nie da. Cierpliwa jestem, zaczekam, ale obawa jest, oby tylko wróciło.
I tak czekając na forum pokażę co od ostatniego wpisu wydzióbałam.  Pisałam, że Papieża JPII będę wyszywała. Twarz już jest, teraz czas na włosy, a potem tylko szata i tło, niewiele, prawda???
Uprzedzam, że wyszywam w rękach, bez tamborka, jakoś tak zaczęłam i tak wyszywam, więc kanwa wymięta bardzo, na to nie patrzcie, dobrze :)
I pochwalę się nową rzeczą. Otóż od kiedy zobaczyłam na niektórych blogach wydrutowane mitenki miłością zapałałam. Miałam nawet poprosić którąś z drutujących koleżanek o sprzedaż albo małą wymiankę, ale na szczęście moja rodzona mamuśka ulitowała się nade mną. I oto mam, wyśnione, wymarzone mitenki. Tylko zdjęcia dobrego nie potrafię zrobić, bo ze mnie fotograf jak z koziej ... trąbka :)

No to tyle, teraz kawka i do dzióbania :)))