Obserwatorium

czwartek, 26 listopada 2009

73. Dzisiaj bez tematu

Po pierwsze, dziekuję Ewie za wyróżnienie, to bardzo miłe.
Po drugie, już dawno miałam zapisac się na losowanie u Fagusi więc czynię to teraz, zapisy trwają do 30 listopada, trzeba się spieszyć.
Po trzecie w Zaciszu Wyśnionym,aż dwa konkursy z nagrodami książkowymi - warto :)))
Po czwarte, wiem, że mało osób tutaj zagląda, ale może znajdzie się ktoś, kto mi poradzi, jakiego materiału szukać do tego fotela, o którym pisałam wcześniej. Zwykłej kanwy (np. DMC), czy jakiejś gobelinowej??? Radźcie dziewczyny, czekam :)))

środa, 25 listopada 2009

72. Wyzwanie

Podjęłam wyzwanie!!! Czy podołam??? Mam nadzieję, że tak.
Otóż znajoma kupiła cudowny, stary fotel. Siedzisko i oparcie wyszywane są haftem krzyżykowym. Ręczna robota. No i to siedzisko, jest w kilku miejscach przetarte. Co mam zrobić, no wiadomo.
I teraz się zastanawiam:
po pierwsze primo - czy dobiorę nici (jesli nie trzeba będzie wyszyć od nowa i siedzisko i oparcie i tu pytanie, na jakim materiale???)
po drugie primo - jak to wyjdzie??? Nigdy nie wyszywałam obić, na pewno musi być rzadsza kanwa (albo inny materiał, nie mam pojęcia jaki) i więcej nitek muliny.
Ot, mam o czym dumać.
Odnośnie komentarza Madziuli dotyczącego obrazka z poprzedniego posta:
- obrazek podoba mi się bardzo, ale na pewno go teraz nie wyszyję. Mam zbyt dużo zobowiązań (RRI, RRII, RRIII, Mikołajki, obiecana dobrej Pani Beatce zielona kobieta z psami do kompletu, mój HAED, fajny kwiat, który chcę zacząć i wyszyć do wiosny, zaczęte pole Anchora, które rozpostarte na krośnie płacze z tęsknoty za igłą i fotel)!!!!

poniedziałek, 23 listopada 2009

71. Podpatrzone, podsłuchane :)

Świat zwariował – Boże Narodzenie w listopadzie, przeraża mnie to. Zwłaszcza, że nie lubię świąt. Ale o tym sza… nikomu nie chcę psuć radości.



Przypomniała mi się taka historyjka, którą zaobserwowałam latem, otóż …

Moje osiedlowe pijaczki okupują przystanek. Wiadomo, wiosną chroni przed deszczem, latem przed piekącym słońcem, jesienią nie wieje, a zimą śniegiem w oczy nie sypie. Czasami tylko pojawi się nań i spokój pijackiej braci zakłóci pasażer jakiś.
Dnia słonecznego przez okno spojrzałam, bracia pijaczki na miejscu! Nagle jeden zrywa się , chwiejnym krokiem , dwoma, trzema krokami przesuwa się i staje obok ścianki, przodem do mnie, żeby było ciekawiej i zaczyna manipulować przy rozporku. Nie, no teraz to już na pewno od okna nie odejdę! Pijaczek trzymając się przystanku szpera ręką w przepastnej, pustej pewnie, szczelinie rozpiętego cudem chyba rozporka. Szuka, szuka, skupiony cały, szuka, nagle w bezruchu zastyga:
-O kurwa! (pauza) Za późno!
Pod brzuchem pojawia się plama, coraz większa i większa, pijaczek poddaje się, rękę z rozporka wyciąga i zrezygnowany wraca do braci w niedoli.


O to mi się spodobało ostatnio

środa, 18 listopada 2009

70. Dzisiaj bez tematu

Zacznę od tego, że dobry dzień dzisiaj miałam. No, może poza pobudką o 5.00 – nie przyzwyczaję się wstawać o tak wczesnej porze, nie przyzwyczaję i już. Jestem sową, nie skowronkiem! W pracy – luzik, dzieci grzeczne, jak rzadko, przeforsowałam mój pomysł na konkurs dla dzieci i rodziców i udało mi się wyciąć dużo elementów do piątkowych zajęć.
A w domu czekała na mnie spodziewana niespodzianka, czyli przesyłka z likwidowanych Ram do Haftu. Zamówiłam kilka rzeczy i dzisiaj je dostałam, świetnie zapakowane, bez uszkodzeń i dobrej jakości. Zadowolona jestem bardzo.
Przed pójściem po Alę do szkoły wysłałam ptasiora do Syli i to jest kolejna dobra wiadomość, bo już kilka dni wybierałam się na pocztę i jakoś tak nie po drodze mi było.
No i oczywiście cały czas, ciągle i non stop słucham Santo Subito, płyty, którą dostałam od moich wychowanków na imieniny. Według mnie jest śliczna. Powie ktoś, bo już to słyszałam, że Piotr Rubik robi komercję i zbija kasę na śmierci Papieża, może i tak, ale „de gustibus non disputandum est” i tego się trzymajmy. Kto nie chce, niech nie kupuje i nie słucha. Ja słucham i utwory z płyty są dla mnie słońcem, którego tak bardzo mi brakuje.

sobota, 14 listopada 2009

69. Na wspomnienia mnie wzięło dzisiaj :)

Jakiś czas temu, na którymś z blogów, które odwiedzam, przeczytałam tekst o Wszystkich Świętych. To zainspirowało mnie do spisania moich wspomnień związanych z tym świętem
Kiedy byłam dzieckiem, małym kilkuletnim brzdącem Święto Wszystkich Świętych zawsze wyglądało tak samo. Wtedy jeszcze z moich bliskich nie żyła tylko babcia Feliksa ze strony taty. Pochowana była na małym wiejskim cmentarzu, bo na wsi mieszkała przez całe życie. 1 listopada trzeba było bardzo wcześnie wstać, ja z rodzicami mieszkałam w mieście więc na cmentarzyk należało dojechać. Jeśli ktoś myśli, że to takie proste, to znaczy, że nie podróżował przysłowiowym PKS-em. Kiedyś było tak, że mało kto dysponował własnym autem (Boże, kiedy to było)natomiast na cmentarz należało zawieźć chryzantemy w donicy. Wyobrazić sobie łatwo, autobus zajeżdża na przystanek, ludzi tłum walczy o miejsce jak najbliżej drzwi, no bo jak się zatrzyma to można szybko wejść do środka, przy czym prawie wszyscy z donicami pod pachą. Z tym wejściem do autobusu to też nie było tak hop siup, bo wtedy to kierowca był PANEM swojego wozu, to on decydował kto pojedzie. Tłok był nieziemski, nie raz i nie dwa najgorzej wychodziły na tym owe chryzantemy. Jak komuś szczęście dopisało to pojechał, jak nie to czekał na drugi autobus, ale wtedy o Mszy Św. na cmentarzu nie miał co marzyć. Pamiętam, jak dzisiaj tłok, ścisk, ludzkie utyskiwania i smród. Zapach chryzantem pomieszany z zapachem przewożonych zniczy, pomieszane to wszystko z zapachem damskich i męskich baaardzo mocnych perfum. Pewnie dlatego do dzisiaj mam chorobę lokomocyjną!!!Po godzinnej szczęśliwej jeździe, autobus dojeżdżał na przystanek, wysiadka i … półgodzinny spacer po bruku, zwanym inaczej kocimi łbami, na cmentarz. Nie muszę dodawać, że wszyscy, którzy przyjechali autobusem szli w tym samym kierunku, i nie wiedzieć dlaczego, każdy chciał być na czele peletonu.
A na cmentarzu, wiadomo, cmok, cmok – ciocia Jadzia, cmok, cmok – ciocia Zosia, cmok, cmok – wujek Zbyszek, cmok, cmok ….. Jak się już wszyscy wycmoktali i przekazali jeden drugiemu posiadane zarazki wtedy następowało dekorowanie grobu, ustawianie przywiezionych, mocno nadwątlonych chryzantem, zapalanie zniczy, rozmowy o tym i owym i Msza. I tutaj moja pamięć działa najlepiej. Bo my, dzieciaki, przez cała Mszę maczaliśmy palce w rozgrzanej stearynie, która zastygała na paluchach tworząc kolorowe skorupy. Różnie na to mówiliśmy, najczęściej – paznokcie, a przecież nikt wtedy o tipsach nie słyszał. Może to był prototyp???
Po skończonej Mszy następowało najlepsze. Przed cmentarzem był parking, ale nie dla samochodów, tylko dla wozów takich, do których były zaprzężone koniki. Na wozach, przy wozach i w ich otoczeniu następował poczęstunek. Każdy wie, że na cmentarzu się marznie i każdy wie, co po zmarznięciu rozgrzewa najszybciej. No właśnie, dorośli w kółeczku raz na jedną nóżkę, raz na drugą, z jednego kielonka. No to siup – bimberek, zagrycha – bigos!!! Bigos był ciepły, bo garnek okręcano kocami, kołdrami, a gdzie tam kołdrami, pierzynami itp. Dzieciaki oczywiście szalały wokół wozów, płoszyły te biedne koniki i przeszkadzały dorosłym. Nikt się nie upijał, ale bigos i bimber nieodmiennie kojarzą mi się z tym świętem. Powrót do domu, analogiczny do wyjazdu, z tą tylko różnicą, że bez chryzantem.
Potem, kiedy zmarła druga moja babcia, ze strony mamy, zaczęło być inaczej. Nowa tradycja wyparła starą, zaczęliśmy jeździć na drugi cmentarz, ja byłam starsza. Śmierć ukochanej babci Julci przeżyłam bardzo. Feliksy nie znałam, miałam 3 lata, kiedy odeszła. Julcię pamiętam, do piątego roku życia to Ona mnie wychowywała. Od Jej śmierci to Święto ma dla mnie inny wymiar – głębszy, który pogłębia się wraz z odchodzeniem kolejnych, bliskich mi osób – mojego Taty, cioć, wujków oraz moich koleżanek i przyjaciół.
Tyle wspomnień, wiem, że za późno, bo Święto już było, ale mnie naszło dzisiaj i już.

68. Candy

Nie często biorę udział, ale tym razem chcę spróbować i się zgłosiłam
http://alexls-destinationart.blogspot.com/2009/11/to-juz-rok.html
i tutaj też
http://elziutka.blogspot.com/2009/11/candy.html

czwartek, 12 listopada 2009

67.Prezent

 Dostałam dzisiaj prezent, nie jeden, ale ten, o którym piszę jest .... super. Płyta Piotra Rubika "Santo Subito". Jest śliczna, słucham cały czas. A oprócz tego kwiaty, drzewko bonsai, bluzkę i inne drobiazgi.
Miły dzień :)
W świecie krzyżyków - Mikołaj się nadal robi :)

wtorek, 10 listopada 2009

66. Chorowania ciąg dalszy

Tym razem moja córka złapała jakiegoś wirucha. Ja natomiast kaszlę, jakbym gruźlicę miała. Żałuję, że wróciłam do pracy, do dzieci. Jestm niedoleczona i strasznie siada mi głos. Już tyle razy obiecywałam sobie, że ychoruję się aż do wyzdrowienia i jak zwykle wróciłam za wcześnie. I teraz będę sie męczyć. Biedne dzieci, spać przeze mnie nie mogą, przez ten mój kaszel.
W kwestii krzyżyków.... przemilczę :)

niedziela, 8 listopada 2009

65. RR III

Skończyłam, nareszcie ptasiorka do RR III. Nareszcie, bo jakoś wyjątkowo opornie mi się go wyszywało. Oto on w pełnej krasie.

Teraz mogę zająć sie Mikołajem, do forumowej wymianki.
Ale z innej beczki. Tak sobie niedawno pomyśłałam, że jak to jest??? Są ludzie, z którymi fajnie się rozmawia tak od razu, od pierwszej chwili, od pierwszego się zobaczenia. Są tacy, którzy zamęczaja rozmową. Wiecie, brak tematu, ciągłe jego poszukiwanie, no męczarnia.
A dla mnie najlepszym rozmówcą jest ten, z którym cisza nie ciąży. Znacie to uczucie??? Milczę z kimś i nie czuję się skrępowana. Milczę chwilę, dwie, trzy, milczę kwadrans i ... nic się nie dzieje, jest ok. Milczę z kimś innym i cierpię, bo ta cisza, to milczenie wypełnia każdy kawałeczek przestrzeni pomiędzy nami. I tu nie chodzi o to, że kogoś znam dwa dni, a kogoś dwadzieścia lat. A już nienawidzę kiedy ktoś gada bez przerwy, kiedy wpada w słowotok. A dreszczy dostaję i pięści mi się zaciskają, kiedy taki ma ZAWSZE rację. No gotowa jestem krtań przegryźć.
Lubię ludzi, z którymi mogę pomilczeć.
To tyle, taka sobie dygresja.
Edytuję :))) Bo zapomiałam dodać, ze nasza polska dryżyna siatkarska, nasz MISTRZ SKRA BEŁCHATÓW zdobyła dzisiaj srebrny medal na drużynowych mistrzostwach świata. No cudowne chłopaki, a jak grali :))) (no dobra, dzisiaj im nie wyszło, ale poza tym cudnie).

czwartek, 5 listopada 2009

64. Nowe gazetki


Już kilka dni temu kupiłam nowe gazetki "Hafty Polskie", "Hobby" i "Hobby extra". Nie rozczarowałam się, chociaż tym razem najmniej zachwyciły mnie HP. Jeden tylko obrazek spodobał mi sie umiarkowanie, reszta, jakaś taka sobie :( O ta Świeta Rodzina jest nawet nawet. O innych obrazkach nawet nie bedę wspominać.
Natomiast pomysły z obu "Hobby" są super. W moim zawodzie zawsze warto gromadzić takie pomysły, bo czasami własny rozum zawodzi i trudno jest czegoś nie powielić, zwłaszcza po blisko dwudziestu latach pracy. Poniżej zdjęcia, które mnie najbardziej zauroczyły.
Te pingwinki są zrobione z pomponów włóczkowych, jakoś nigdy nie wpadł mi do głowy taki pomysł. Może nie da się go wykorzystać w bezpośredniej pracy z całą grupą maluchów, ale jako dekoracja sali, albo praca wykonana w małej grupce może być, tak można też zrobic bałwanki.
Następne zdjęcia przedstawiają płaskie dekoracje okienne, tak ja bym to wykorzystała, ale wiadomo co głowa to pomysł. U nas tego typu rzeczy wykorzystuje sie właśnie do upiększania okropnych okien, trochę dużo przy tym pracy, ale za to okna wyglądają jakoś!!!!!

A teraz łączone elementy, czyli coś, co można przyczepić do żyrandoli, bo te w moim przedszkolu są koszmarne i nie zanosi się na zmianę. A wszystko rozbija się jak zwykle o pieniądze, których nie ma. Tak więc wraz ze zmianą pory roku nasze żyrandole zmieniaja swój kolor, przykrywamy to to okropne bibułą, wieszamy coś wiszącego, co ma za zadanie odwrócić uwagę od szkaradki dookoła żarówki. Te motywy polarne są super i kto wie, czy w tym roku z moją Anią nie pokusimy sie o takie właśnie.

Kolejna fotka znalazła tutaj miejsce nie jako przedstawiająca coś super pomysłowego, ale .... ta choinka, a raczej snieg na niej wycięty jest z kartonu z brokatem, zdjęcie tego nie oddaje, ale w gazecie można to zobaczyć. Podoba mi sie taki brystol, ciekawe, czy w moim zaczarowanym miasteczku takowy dostanę. W gazecie nazwali ten brystol "biały brokatowy"
No i dwa ostatnie zdjęcia przedstawiają moje skryte marzenia. Decoupage, który tkwi gdzieś głeboko w zakamarkach mojego umysłu, ale i chciałabym i się boję oraz pergamano, czy jak to się nazywa. Też mi się podoba, ale ani sprzętu odpowiedniego nie mam, ani nawet pojęcia jak się do tego zabrać. Ale chociaż sobie popatrzę
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że te gazety zawierają również szablony do wykonania wszystkich ozdób, co dla tępaka plastycznego (o sobie tu piszę) jest wybawieniem.
Kiedyś kupwałam "Małego Artystę", to też taka fajna gazetka z pomysłami i szablonami, ale zaczęły się wzory powtarzać. Jak dotąd "Hobby" podoba mi się bardziej
Posted by Picasa

poniedziałek, 2 listopada 2009

63. Czekolada i L4

Skonczyłam, skończyłam moją czekoladkę, a tym samym skończyłam serie trzech obrazków, które mozna obejrzeć nizej.


A teraz wieści z zycia wziete. otóz sobie zachorowałam, jakis wirus grypopodobny mnie dopadł i dzisiaj byłam u mojej doktor. Dostałam oczywiście antybiotyk i L4 do konca tygodnia. Powiem tak, nie lubię brać zwolnień, moze dlatego, ze lubię swoją pracę i "państwowe dzieci". Ale dzisiaj p. doktor nie dała mi wyboru, wypisała zwolnienie i powiedziała: przebywać w cieple! No to w domku będę siedziała i docieplała mojego wirusa.

Wieści robótkowe nie są zbyt zadowalające. Nie mogę zacząć wyszywać Mikołaja na wymiankę, bo nie mam wszystkch nici, a nie lubię przerywac robótki w oczekiwaniu na zakup nici. Dlatego teraz na tamborku zagościły ptasiorki z forumowego RR II.
Posted by Picasa